by G. K. Chesterton
Fragment eseju "Art and Advertisement" z książki "Utopia of Usurers", 1917.
Tłumaczenie: Jaga Rydzewska
W dzisiejszych czasach kupcy zajęli miejsce książąt, biorąc się także za mecenat sztuki. Otwarcie i jawnie zdominowali kulturę współczesną, tak jak papieże i cesarze zdominowali kiedyś kulturę włoską.
W XIX wieku słowo "sztuka" oznaczało wysoką sztukę, podczas gdy słowo "reklama" oznaczało coś gorszego i tandetnego. (...) Myślę, że kiedy kapitalizm ostatecznie zatryumfuje (...), pierwszym skutkiem będzie zanik tego podziału. Nie będzie się już tworzyć żadnej sztuki, która nie mogłaby równie dobrze pełnić funkcji reklamowych.
Nie musi to koniecznie oznaczać, że wszystko stanie się tandetą. Wiele reklam będzie, i zresztą już jest, na wysokim poziomie artystycznym. (...) Lecz rosnący poziom reklamy oznacza umniejszenie artystów - a to z tego istotnego i oczywistego powodu, że artysta nie pracuje już, jak dawniej bywało, po to tylko, by zadowolić bogatych sponsorów, lecz również po to, by pomnożyć ich bogactwa. To zaś plasuje go o poziom niżej. (...) Kiedy papież z przyjemnością patrzył na rysunek Rafaela lub książę z przyjemnością patrzył na rzeźbę Celliniego, czerpali radość z dzieła sztuki po prostu jako ludzie. Książę płacił za rzeźbę, nie oczekując, że rzeźba przyniesie mu zysk. Mam też wrażenie, że próżno byśmy szukali reklamy środków czyszczących na obrazach zamówionych przez papieża. Znając cynizm i małoduszność naszej plutokracji, jej skrytość, upodobanie do hazardu i brak szacunku dla sumienia, możemy być pewni, że artysta, pracujący na potrzeby reklamy, nieraz będzie pomagał w przedsięwzięciach, nad którymi nie będzie miał moralnej kontroli i których nie zdoła moralnie aprobować. Będzie wkładał wiele pracy, by sprzedawać oszukańcze lekarstwa lub zachęcać do chybionych inwestycji (...). I do tej niskiej pomysłowości będzie musiał naginać najdumniejsze i najczystsze cnoty intelektu: moc przyciągania swoich bliźnich i szlachetną powinność, by chwalić to, co dobre.
Tekst przedrukowany z
"Naszego Dziennika" za wiedzą i zgodą redakcji.
"Nasz Dziennik",
piątek, 23 stycznia 2009