by G. K. Chesterton
Fragment eseju Francis ze zbioru Twelve Types, 1902.
Tłumaczenie: Jaga Rydzewska
Asceza to praktyka, która z samej swojej natury jest dziś niezrozumiana. Asceza, w znaczeniu religijnym, to odtrącenie wielkiej części ludzkich radości z powodu jednej najwyższej radości - radości wiary. Jednak asceza nie ogranicza się do religii. Istnieje asceza naukowa, która głosi, że tylko prawda daje spełnienie, albo asceza estetyczna, która głosi, że wyłącznie sztuka daje spełnienie, lub też asceza amatorska, zgodnie z którą spełnienie daje tylko miłość. Istnieje nawet asceza epikurejska, głosząca, że piwo i kręgle zupełnie wystarczają do szczęścia. Kiedy chwalimy coś, oznajmiając, że można żyć tylko tą jedną rzeczą, głosimy samą esencję ascezy. (...) Każda prawdziwa radość wyraża się w terminach ascetycznych.
Ilekroć jakaś warstwa społeczna czy pokolenie traci wrażliwość na dany rodzaj radości, wówczas od razu każdy, kto nadal cieszy się tą radością zostaje nazwany ponurakiem i masochistą. Najwybitniejsi liberalni filozofowie twierdzili, że mnisi są melancholijni, bo odmawiają sobie przyjemności swobody i małżeństwa. Równie dobrze można by nazwać melancholijnymi ludzi jadących na majówkę, bo z zasady odmawiają sobie przyjemności ciszy i medytacji. Pod ręką mamy jednak przykład znacznie bardziej obrazowy. Jeżeli nauka wynajdzie kiedyś jakiś sposób doskonalenia ciała, który nie będzie opierał się na konkurencji, jeśli wychowanie fizyczne zniknie ze szkół i uniwersytetów, jeśli ludzie, dla odmiany, zaczną traktować sport obojętnie lub mieć go w głębokiej pogardzie - łatwo zgadnąć, co się wydarzy. Przyszli historycy opiszą, jak to w ponurych czasach wiktoriańskich młodzież jęczała pod przerażającą religijną torturą. Szalone reguły monastyczne zabraniały mężczyznom cieszyć się winem i tytoniem przed pokazami brutalnych walk. Bigoci zmuszali swe ofiary, by zrywały się o jakichś potwornie wczesnych godzinach i bez celu biegały po okolicy. Wielu zaiste ludzi zrujnowało sobie zdrowie w tych kazamatach przesądu; wielu przypłaciło to życiem. Wszystko to jest niezaprzeczalną prawdą. Sport w Anglii to asceza, identyczna jak asceza mnichów. (...) Różnica jest tylko jedna: kochamy sport, zaś nie kochamy posług religijnych. W jednym wypadku widzimy wyłącznie korzyść, w drugim - wyłącznie cenę.
Tekst przedrukowany z
"Naszego Dziennika" za wiedzą i zgodą
redakcji.
"Nasz Dziennik", piątek, 2 kwietnia 1999 (Wielki Piątek)