Chesterton o... asertywności

by G. K. Chesterton

Fragment eseju The Drift from Domesticity ze zbioru The Thing, 1929.

Tłumaczenie: Jaga Rydzewska


Mówi się, że współczesna poligamia i częste zmiany partnerów seksualnych to odwrotność chrześcijańskiego ideału czystości. Mówi się też, choć nieco zbyt rzadko, że współczesny komercyjny kapitalizm to odwrotność chrześcijańskiego miłosierdzia wobec ubogich. Jakoś się jednak nie mówi, że reklama, z jej bezczelnością, hałaśliwością i samochwalstwem, to dokładna odwrotność chrześcijańskiego ideału pokory.

Można to bardzo łatwo sprawdzić, przenosząc po prostu etykę reklamy ze sfery publicznej na prywatną. Co byśmy sobie pomyśleli o starszym panu, który przyszedłby na prywatne przyjęcie w koszuli, na której widniałby jaskrawy napis wielkimi zawijasami: "Jestem jedynym kulturalnym człowiekiem w tym towarzystwie"? Co pomyślelibyśmy o człowieku, który chodziłby po świecie z dużym afiszem, na którym byłoby napisane: "Zauważcie proszę dyskretny urok mojej osobowości"? Co byśmy pomyśleli o ludziach, wręczających nam wizytówki zapewniające, że są oni najprzystojniejsi, najdowcipniejsi, najatrakcyjniejsi w całym mieście? Otóż, pomyślelibyśmy, i słusznie, że zachowują się oni jak osły i niszczą w zarodku wszelkie szanse towarzyskiego sukcesu. Pomyślelibyśmy jednak również, że tacy ludzie depczą pewną subtelną zasadę społeczną i moralną, uznawaną w każdym cywilizowanym miejscu i czasie, lecz szczególnie podkreślaną w etyce chrześcijańskiej. A mimo to nowoczesny biznes, zwłaszcza w Ameryce, narzucił skutecznie ten rodzaj reklamy w życiu publicznym i zaczyna już nawet naciskać, by wprowadzić go w życiu prywatnym.

(...) Ludzie nie są z natury bezwstydni i zachłanni. Uczy się ich, że powinni tacy być. (...) Widziałem w Stanach Zjednoczonych młode osoby, świeżo poddane temu kursowi kultury, które dosłownie zmuszały się do chamstwa, tak jak normalni młodzi ludzie zazwyczaj zmuszają się do grzeczności. Byli nieśmiali naprawdę, ale bezwstydni dla zasady. Zadawali nietaktowne pytania, lecz musieli przy tym tak usilnie pokonywać własne zakłopotanie jak normalny młody człowiek, gdy mówi komplement. Używali najbezczelniejszych metod, by wymusić rozmowę, lecz każdy, kto z nimi rozmawiał, litował się nad ich brakiem pewności siebie.

Ta dziwaczna sprzeczność ma bardzo proste wyjaśnienie. Sami w sobie, byli to sympatyczni i normalni ludzie, nigdy jednak nie zostawiono ich samym sobie. Bezustannie słyszeli, że powinni uwierzyć w siebie i być asertywnym. Wbito im do głowy, że należy przebijać się łokciami i wymuszono na nich, by wymuszali na otoczeniu to, czego pragną. Plutokratyczne środki masowego przekazu stale głosiły im kazanie, propagując tę nowoczesną herezję, ten fałszywy ideał - twierdzenie, że samochwalstwo jest jedyną prawdziwą rekomendacją. (...) To ten fałszywy komercyjny ideał sprawia, że ludzie walczą dziś ze skromnością jak z niezdrową pokusą i zmusza ich, by ukrywali uprzejmość za szorstkością.


Tekst przedrukowany z "Naszego Dziennika" za wiedzą i zgodą redakcji.

"Nasz Dziennik", piątek, 6 listopada 1998


Strona główna | Chesterton o...