by G. K. Chesterton
Fragment eseju "The Danger of Necromancy" z ksiąźki "The Common Man", 1950 r.
Tłumaczenie: Jaga Rydzewska
Często się uskarżamy, że ludzie podzielili się dziś na sekty i żyją w sekciarskiej izolacji, zamknięci w swoich ciasnych horyzontach i ciemnych poglądach. (...) Buddysta uważa się za oświeconego, kiedy głosi, że wszelkie dążenie do celu i osobistych osiągnięć jest zawsze daremne i beznadziejne, czy to na wschodzie, czy zachodzie, czy u buddystów czy chrześcijan. Ja jednak sądzę, że jego opinia to tylko uogólnienie i ciasna negacja, powstała w specyficznej duchowej atmosferze typowej dla Indii. Współczesny agnostyk uważa się za oświeconego, kiedy twierdzi, że wszystkie religie i objawienia, katolickie czy protestanckie, prymitywne czy cywilizowane, to tylko mity i próby odgadnięcia czegoś, czego człowiek nigdy nie pozna. Ja jednak sądzę, że jego opinia to tylko uogólnienie i ciasna negacja, powstała w specyficznej duchowej atmosferze typowej dla zamożnych londyńskich przedmieść. Moja koncepcja szerokich horyzontów polega na tym, by czuć sympatię do tylu duchowych atmosfer, do ilu tylko zdołam; by szanować lub kochać tybetańskich buddystów i londyńskich agnostyków za ich rozliczne zalety czy zdolności; ale by jednocześnie wyznawać taki światopogląd, który umie objaśnić każdy inny pogląd z osobna, a nie tylko uogólniać na podstawie jednego z nich. Taki światopogląd znalazłem w katolicyzmie. (...) Szerokie horyzonty, typowe dla innych poglądów, to rozległość wynikająca z ogromnego, nierealnego uogólnienia. Szerokie horyzonty, typowe dla katolicyzmu, to rozległość wynikająca z ogromnego, realnego doświadczenia. (...)
Ta różnica między uogólnieniem i doświadczeniem rzuciła mi się jaskrawo w oczy (...), kiedy śledziłem dyskusję o spirytyzmie w "Daily News". Znany świecki myśliciel przyznał, że to oczywiście prawda, że wielu naukowców i inteligentnych ludzi wierzy w spirytyzm, ale (co dodał z szyderczym sykiem) wielu naukowców i inteligentnych ludzi wierzyło kiedyś w czary. Z upodobaniem powtarzał to zjadliwe, miażdżące słowo; jego rozumowanie ewidentnie wyglądało tak: "Dzisiejsza wiara w stukające duchy z zaświatów może mieć wsparcie uczonych, ale jeśli w to uwierzycie, spotka was straszny los: (...) staniecie się podobni do tych brutalnych, bezmózgich, zbydlęconych ciemniaków, którzy wierzyli w czary! Ha, ha, i jak wam się to podoba?"
W tym momencie na mej twarzy pojawia się melancholijny uśmiech, typowy dla człowieka światłego. Z mojego punktu widzenia sprawa wygląda dokładnie odwrotnie. Wcale nie byłbym pewien, czy istnieje coś takiego jak stukające duchy z zaświatów. Jestem za to absolutnie pewien, że istnieje coś takiego jak czary. (...) Zdrowy rozsądek wskazuje, że obyczaj przywoływania demonów był tak szeroko rozpowszechniony w najróżniejszych kulturach, warstwach społecznych i warunkach, że nie można go uważać za bzdurę. A doświadczenie uczy, że nie jest prawdą, jak twierdzą wyznawcy postępu, że wiara w magię znika pod wpływem edukacji - przeciwnie, niektórzy sataniści należeli do osób o najwyższym wykształceniu. Historia wskazuje, że czarna magia, wbrew obiegowej opinii, wcale nie stanowiła oznaki barbarzyństwa: więcej satanizmu było w miastach kartagińskich i azteckich niż pośród Eskimosów lub australijskich aborygenów. A ten, kto zna miasta współczesne, wie. że ludzie nadal oddają cześć diabłu w dzisiejszym Paryżu czy Londynie.
Prawda wygląda tak, że filozofia XVIII i XIX wieku wykazywała lokalną ciasnotę. Chcąc zniszczyć wszystko, co nadludzkie, i wynieść na wyżyny wszystko, co ludzkie, świeccy humaniści szalenie spłycili i uprościli ludzką naturę. Wielki ateista Huxley (...) oznajmił, w bezbrzeżnej swej naiwności: "Jest wątpliwe, czy jakikolwiek człowiek w ogóle powiedział kiedyś: Niech zło stanie się moim dobrem" (...) Ale taka naiwność oznacza ignorancję. (...) Katolik opiera się na realistycznym poglądzie na ludzkość i historię, wynikającym z wielowiekowego doświadczenia. Spirytysta opiera się na XIX-wiecznym optymizmie (...), który mgliście zakłada, że wszystko, co duchowe, musi być wznioślejsze, lepsze, radośniejsze i ładniejsze niż to, co znamy - toteż otwiera szeroko okna i drzwi, by świat duchowy mógł wniknąć do środka.
Tekst przedrukowany z
"Naszego Dziennika" za wiedzą i zgodą
redakcji.
"Nasz Dziennik",
piątek, 23 lipca 2004 r.