by G. K. Chesterton
Fragment eseju The
Methuselahite ze zbioru All Things Considered,
1908.
Tłumaczenie: Jaga Rydzewska
Pewien człowiek, który zgłosił się do wojska, musiał wypełnić ankietę personalną, gdzie znajdowało się między innymi pytanie o jego religię. Z głęboką powagą człowiek ów wpisał: matuzalemista. Ktoś, kto przeglądał ankietę (...) zainteresował się poglądami i dogmatami tej nieznanej sekty, i spytał o to żołnierza. Żołnierz odpowiedział, że jego religia polega na tym, by "żyć jak długo się da". (...)
Żołnierz musiał mieć duszę powieściopisarza; był jednym z tych wielkich twórców sloganów, jak Victor Hugo czy Disraeli. Znalazł jedno jedyne określenie, które definiuje całe dzisiejsze pogaństwo. Odtąd, ilekroć zawitają do mnie nowocześni filozofowie ze swymi nowymi religiami (...) będę mógł uciąć i streścić ich zawikłane wywody tym zaiste natchnionym słowem. Któryś z nich pocznie mówić: "Nowa religia, która opiera się na pierwotnej energii natury..." "A, matuzalemista" - rzucę oschle. - "Dzień dobry panu". Inny oznajmi: "Życie ludzkie, ta ostateczna świętość, wyzwolona od wiary i dogmatów..." "Matuzalemista!" - ryknę. - "Precz!" (...)
Nowa filozofia oznacza na ogół stawianie na piedestał starych wad. (...) Bez trudu można wyprorokować, że na tych saturnaliach sofistyki prędzej czy później pojawi się ktoś, kto zacznie sławić tchórzostwo. A gdy już raz trafimy do chorego świata zdziczałych słów, ile też da się powiedzieć na rzecz tchórzostwa! "Czy życie nie jest piękną rzeczą, którą warto zachować?" - powie żołnierz, biorąc nogi za pas. "Czyż nie mam obowiązku przedłużać wspaniałego cudu świadomości?" - powie właściciel domu, chowając się pod stołem. "Jak długo są na świecie lilie i róże, powinienem tu pozostać" - dobiegnie spod łóżka głos innego obywatela.
Tchórz może być równie wdzięcznym obiektem do obrony jak tyran czy histeryk - starczy przedstawić każdego z nich jako mistycznego poetę, co czyniono już w licznych książkach. Kiedy ta ostateczna i chorobliwa sofistyka głoszona jest w literaturze lub na scenie, od razu robią jej szumną reklamę rozmaici mali ludzie, żyjący wśród scen i książek. I tak oto rodzi się nowa wielka religia - Religia Matuzalemistów, z własną pompą, kapłanami i ołtarzami. Tysiące jej oddanych krzewicieli zbiorą się na wiecu i solennie przysięgną żyć długo. Ale pocieszmy się: nie będą.
Tekst przedrukowany z
"Naszego Dziennika" za wiedzą i zgodą
redakcji.
"Nasz
Dziennik", piątek, 17 września 1999