by G. K. Chesterton
Fragment rozdziału Tolstoy and the cult
of simplicity z książki Twelve Types,
1902.
Tłumaczenie: Jaga Rydzewska
To prawda, że nie potrafimy nadstawiać drugiego policzka; to prawda, że nie potrafimy oddać płaszcza rabusiowi. Cywilizacja jest zbyt złożona, zbyt chełpliwa, zbyt emocjonalna. Rabuś by się pysznił, my musielibyśmy się czerwienić - słowem, i rabuś, i my, zachowalibyśmy się sentymentalnie. Zalecenie Chrystusa jest niemożliwe, ale wcale nie szalone - to raczej normalność, głoszona planecie obłąkanych. (...)
Owszem, nie potrafimy
nadstawiać drugiego policzka, a jedynym i
wystarczającym powodem jest nasz brak odwagi. Tołstoj i
jego zwolennicy okazali, że są odważni. (...)
Propagowana przez nich teoria chrześcijańskich
obowiązków głosi, że niczego nie wolno zdobywać
siłą, lecz zawsze, jeśli tylko to możliwe, należy
zdobywać perswazją. W ich mitologii święty Jerzy nie
pokonał smoka, lecz zawiązał mu różową wstążkę
wokół szyi i dał spodeczek mleczka. Neron, traktowany
w konsekwentnie miły sposób, zmieniłby się ich
zdaniem w coś, czego bladym zaledwie odbiciem był król
Alfred Wielki. Zalecana przez nich metoda radzenia sobie
z cielęcą bezmyślnością i bydlęcą agresją świata
streszcza się dokładnie w słynnym wierszu pana Edwarda
Leara:
Rzekł raz pewien
starzec: Kto wie
Jak mam umknąć tej straszliwej krowie?
Poślę słodki i drżący uśmiech rozbrajający,
Który zmiękczy serce tej krowie.
Ich wiara w ludzką naturę jest naprawdę wspaniała i godna szacunku; wiara ta przybiera formę niewiary w czyny i słowa przeważającej większości ludzi, nawet wówczas, gdy ludzie sami wyjaśniają, co nimi kieruje. (...) Ta tołstojowska wersja chrześcijaństwa, kiedy się nad nią zastanowić, jest jednym z najbardziej dramatycznych i niezwykłych incydentów naszej współczesnej cywilizacji. (...)
Chrystus nakazał nam kochać ludzi, lecz nawet gdybyśmy kochali wszystkich ludzi z jednakową siłą, absurdem byłoby mówić, że kochamy wszystkich tak samo. Jeśli już darzymy kogoś miłością, uczucia, które ta osoba w nas wzbudza muszą być zasadniczo odmienne od uczuć, które wzbudza inna kochana osoba. (...) Chrystus nie kochał ludzkości; nigdy nie powiedział, że kocha ludzkość. Chrystus kochał ludzi. Ani On, ani nikt inny nie może kochać ludzkości - to zupełnie jakby kochać gigantyczną stonogę. Jeśli zwolennicy Tołstoja w ogóle potrafią wyobrażać sobie identyczną dystrybucję uczucia, to dlatego, że ich miłość ludzkości to miłość chłodna i wyrozumowana, miłość, do której jej wyznawcy są zmuszeni przez swe własne teorie. Taka miłość byłaby obelgą nawet dla kota.
Tekst przedrukowany z
"Naszego Dziennika" za wiedzą i zgodą
redakcji.
"Nasz
Dziennik", piątek, 5 marca 1999