by G. K. Chesterton
Fragment eseju "The sacredness of sites" ze zbioru "The Spice of Life", 1965.
Tłumaczenie: Jaga Rydzewska
Mocno wątpię, czy nastaną kiedyś czasy, gdy nie będzie wojen ani konfliktów. Nie wyobrażam sobie czasów, w których sama możliwość wojen zostałaby usunięta. Wierzę jednak, że jeśli Europa rozwinie się w przyszłości w określonym kierunku - w stronę wspólnej wiary - może jeszcze nastać prawdziwa europejska jedność; może zaistnieć takie międzynarodowe zrozumienie, które zapobiegnie wielu międzynarodowym nieporozumieniom. Ale ten rozwój jeszcze się dziś nie rozpoczął. Jeszcze go nie ma, a póki go nie ma, nie wolno się zachowywać tak, jakby już nastąpił.
Jedność wszystkich ludzi to fakt ewidentny i podstawowy, w obliczu którego nikną różnice między krajami i kontynentami. Jedność europejska jest również podstawowym faktem, choć czasem umyka naszym oczom. Odkryje ją łatwo każdy biały człowiek, gdy spotka innego białego człowieka w sercu Afryki lub w nieznanej części Tybetu. Lecz jedność narodowa jest faktem zasadniczym. Ta prawda nie może i nie powinna być negowana, a to z dwóch powodów: ponieważ jest czysto ludzka i ponieważ jest czysto europejska. Ktoś, kto ignoruje narodowość, własną albo cudzą, staje się mniej ludzki i mniej europejski. Staje się żywą abstrakcją, rezolucją komitetu, programem ruchu politycznego, a w zetknięciu z nim odnosimy wrażenie, jakby dreszcz nas przechodził od zimnego dotyku ryby. Europejczyk jest człowiekiem dzięki swemu narodowemu patriotyzmowi i odrębnej kulturze swego ludu. Kosmopolita nie jest żadnym Europejczykiem, co dopiero dobrym Europejczykiem. Jest podróżnikiem po Europie, turystą z księżyca.
Na dobre czy na złe, dzieje Europy doprowadziły do powstania europejskich narodów. Narody są organami, dzięki którym możliwe jest życie europejskiego organizmu. Jeśli nie otrzymamy dziedzictwa naszej kultury za pośrednictwem tych naturalnych organów, nie otrzymamy go w ogóle. Otrzymamy co innego - oschłą, ciasną abstrakcję, wymyśloną przez paru nowoczesnych ignorantów.
Tekst przedrukowany z
"Naszego Dziennika" za wiedzą i zgodą
redakcji.
"Nasz Dziennik",
piątek, 21 listopada 2003 r.