by G. K. Chesterton
Fragment eseju, który ukazał się w "The Illustrated London News" 29.06.1929 r.
Tłumaczenie: Jaga Rydzewska
Czemu niektóre koncepcje zawsze chadzają parami? Czemu tworzą Trwały sojusz, choć nie ma między nimi żadnego logicznego związku? (...) Leży przede mną właśnie pakiet broszurek reklamowych, wydanych przez pewną organizację, która ponoć uczy wszystkiego - Oddychania, Braterstwa, Prawdziwych Nadziei dla Ludzkości i innych podobnych rzeczy, chociaż po krótkiej analizie one też okazują się niepodobne. Ba, niektóre idee, stale chodzące w parze, są nie tylko niepodobne, ale wręcz sprzeczne.
Te broszury na przykład, mocno trącą atmosferą orientalną, zapewne hinduską, a w każdym razie azjatycką. Zawarte w nich nazwy, koncepcje, zaklęcia, sposób przedstawiania ideałów - to typowa frazeologia hinduskich kultów, które już na Zachodzie znamy. (...) Ale jednocześnie, o dziwo, wszyscy entuzjaści tych kultów są zarazem entuzjastami feminizmu.
Otóż, między feminizmem a hinduskimi kultami nie ma żadnego zauważalnego związku. Wydaje się nawet, że zachodzi tu elementarna sprzeczność. Cywilizacje azjatyckie, łącznie z indyjską, mają wiele powodów do chwały w dziedzinie sztuki, kultury i filozofii, i mogą się tym słusznie chlubić. Lecz patrząc na ich sposób traktowania kobiet, dochodzimy do wniosku, że raczej nie są oparte na fundamentalnych zasadach feminizmu. Znakiem firmowym wszystkich cywilizacji azjatyckich jest to, że zawsze robiły wszystko, czego feministki zabraniają. Zamykały kobiety w haremach, skrywały je za czadorami, goliły im głowy, a czasem czerniły zęby, tak by żadnemu obcemu nie wydawały się atrakcyjne; dawały mężczyznom władzę życia i śmierci nad kobietą jak nad zwierzęciem; czasem głosiły, jak niektórzy teologowie muzułmańscy, że kobieta nie ma duszy, a nawet jeśli tak nie głosiły, to w każdym razie postępowały, jakby kobieta duszy nie miała. I właśnie z tej Azji, pełniej haremów i niewolnic, zazwyczaj wyłania się jakiś dobrotliwy, uśmiechnięty Jasnowidzi Mędrzec, który łagodnie nas poucza, że powinniśmy dać kobietom więcej praw. (...)
Czemu wyznawcy hinduskich kultów nie bronią hinduskich obyczajów? (...) Jeśli uważają, że do kobiet trzeba się odnosić jeszcze lepiej niż czyniła to rycerska tradycja chrześcijaństwa, czemu propagują wiarę ludzi, którzy szanują kobiety o wiele mniej niż chrześcijanie? Jak by nie patrzeć, chrześcijaństwo posunęło się ich ulubionego ideału znacznie dalej niż ich ulubiony idealizm. A jednak te dwie kompletnie różne, nijak nie powiązane idee - feminizm i religie hinduskie - tak nieodmiennie pojawiają się razem w całej nowoczesnej literaturze i propagandzie, że już dawno nawykłem, że ilekroć widzę jedno, drugie też musi być w pobliżu. Toteż kiedy tylko zobaczyłem w broszurze długie, bramińskie słowa, od razu wiedziałem, że znajdę tam również coś o Misji Kobiety - misji, której autentyczni bramini na pewno nie pozwoliliby spełnić. (...) Strukturalnie są to ideały skrajnie odmienne, lecz że na rynku związano je w jeden pęczek, więc w końcu przykleiły się do siebie.
Tekst przedrukowany z
"Naszego Dziennika" za wiedzą i zgodą
redakcji.
"Nasz Dziennik",
piątek, 18 lutego 2005 r.