by G. K. Chesterton
Fragment eseju A Politician on Purgatory, opublikowanego
w tygodniku G.K.'s Weekly 11 kwietnia 1925 roku
Tłumaczenie: Jaga Rydzewska
Sir William Joynson-Hicks, minister spraw wewnętrznych w obecnym rządzie (...) oznajmił podobno: "Nie życzymy sobie, by księża się wtrącali, nie życzymy sobie czyśćca i nie zgadzamy się na obowiązkowy konfesjonał". Zwłaszcza to ostatnie zapewnienie zdjęło z naszych umęczonych barków zaiste wielki ciężar. Już nigdy nie ujrzymy, jak policjant łapie za kołnierz niewinnego przechodnia i przemocą wlecze do najbliższego konfesjonału. Nigdy więcej nie pojawią się na ulicach czarne ciężarówki z zakratowanymi oknami, zwożące przymusowych penitentów do Katedry Westminsterskiej. (...) Rządowi tak samo przez myśl nie przejdzie zmuszać wolnego obywatela, by wyznawał swe grzechy, jak zmuszać go, by ubezpieczał pracowników albo szczepił dzieci. (...)
Zatrzymam się nad innym interesującym fragmentem wypowiedzi pana ministra. "Nie życzymy sobie czyśćca" - powiada sir William. (...) Coś, co mnie w tych słowach intryguje, to nie strona religijna, ale filozoficzna i logiczna. Ciekawy jest nie stosunek do prawd wiary, ale do prawdy jako takiej - do samej idei prawdy. Słowa te oznaczają, że kiedy sir William stanie przed bramą tamtego świata, zbliży się doń święty Piotr lub jakiś usłużny anioł, i zapyta, dyskretnie zniżając głos niczym dobrze wyszkolony kamerdyner: "Czy życzy pan sobie, by przygotować panu czyściec?"
Może celowe będzie tu użycie porównania. Ilekroć my, wyznawcy pewnej filozofii, otwieramy gazetę i znajdujemy w niej artykuł na temat relacji między nauką a religią, znamy z góry przebieg wywodu. Oko nasze mknie szybko po kolumnach, dopóki nie napotka dużej litery "G" na początku słowa "Galileusz". Ujrzawszy, że temat został uwzględniony jak przystoi, wracamy pogodnie do naszych zwykłych zajęć. Można polegać na ludziach, którzy pisują takie artykuły; nigdy nas nie zawiodą. (...) Co prawda, Galileusz nie był bynajmniej tym człowiekiem, którego podziwiają, to znaczy człowiekiem prześladowanym za odkrycie, że Ziemia obraca się wokół Słońca. Paradoksalne jak to się może zdawać, teoria kopernikańska stanowi dzieło Kopernika (...), zaś nim jeszcze Kopernik przeprowadził jej dowód, została zasugerowana w samym środku Wieków Średnich przez Mikołaja z Kuzy, którego Kościół, ten znany prześladowca, ukarał w ten sposób, że uczynił go kardynałem. (...) Galileusz zirytował ludzi przede wszystkim dlatego, że upierał się, że teorię kopernikańską można znaleźć w Biblii. (...)
Kiedy sir William Joynson-Hicks oznajmia, że nie życzy sobie czyśćca, nie przychodzi mu do głowy, że brzmi to zupełnie, jakby katolicy, w odpowiedzi na artykuł gloryfikujący Galileusza, powstali i zawołali chórem: "Nie życzymy sobie Układu Słonecznego!". Wówczas być może sir Williamowi zaświtałoby mgliście, że Układ Słoneczny jest w stanie istnieć całkiem niezależnie od naszych pragnień, i że czyściec może istnieć całkiem niezależnie od tego, czy on akurat życzy go sobie, czy nie.
Tekst przedrukowany z
"Naszego Dziennika" za wiedzą i zgodą
redakcji.
"Nasz
Dziennik", piątek, 6.08.2001 r.