by G. K. Chesterton
Fragment wykładu "The Secret of England's Failure", wygłoszonego na Kongresie Anglokatolickim, 29.06-1.07.1920.
Tłumaczenie: Jaga Rydzewska
W Wiekach Średnich Kościół miał najwięcej politycznej i praktycznej władzy. Świat zmierzał wówczas ku konkretnym rozwiązaniom politycznym i ekonomicznym. Uważam, że były to rozwiązania, bez porównania lepsze od dzisiejszych. Borykając się z trudnościami wynikającymi ze zła zakorzenionego w ludzkiej naturze, Średniowiecze usiłowało stopniowo zaprowadzać system, który moim zdaniem autentycznie wspierał wolność, równość i braterstwo, i to w stopniu znacznie większym niż dowolny inny system wymyślony przez ludzi. Miał więcej wolności niż socjalizm, więcej równości niż kapitalizm i więcej braterstwa niż oba razem wzięte.
Ten wielki, powolny rozwój został przerwany wskutek wydarzeń, będących nadal przedmiotem historycznych i teologicznych sporów. Trudno je tutaj streszczać i opisywać; ale, ogólnie biorąc, wystarczy powiedzieć, że świat nowoczesny zaczął się wtedy, gdy załamało się Średniowiecze, i że od czasu upadku Średniowiecza pewien duch antychrześcijański i niechrześcijański odgrywa coraz większą rolę jako siła sprawcza we wszystkich naszych społecznych instytucjach; innymi słowy, sceptycyzm, racjonalizm, doczesność, czy jak by ich nie zwać, robią, co chcą i kształtują świat wedle swojego gustu w coraz większym stopniu i od coraz dłuższego czasu. I fatalnie im to wychodzi.
Wszystkie nowoczesne problemy, wszystkie plagi, o których czyta się dziś w gazetach, z całą pewnością nie są dziełem żadnej tradycji chrześcijańskiej, ba, nie wynikają nawet z przekłamania tej tradycji. (...) Nie narzekamy dziś, na przykład, że ludzie masowo idą do klasztorów, ale że masowo uciekają ze wsi do wielkich, fabrycznych miast - czyli, inaczej mówiąc, robią to, co im kazali oświeceni racjonaliści. (...)
Świat nowoczesny wymyślił kapitalizm. Odmawiam temu światu jakiegokolwiek prawa do krytykowania religii, która zlikwidowała niewolnictwo. (...) My, chrześcijanie, nie mamy żadnych powodów, by brać na siebie odpowiedzialność za cywilizację przemysłową ani za olbrzymie dysproporcje między bogactwem a nędzą. Owszem, wszyscy akceptujemy ten płomienny i trudny ideał, który nakazuje wybaczać nieprzyjaciołom ich winy i złe uczynki, ale myślę, że to lekka przesada oczekiwać po nas, że będziemy sami bić się w piersi za winy naszych nieprzyjaciół.
Tekst przedrukowany z
"Naszego Dziennika" za wiedzą i zgodą
redakcji.
"Nasz Dziennik",
piątek, 10 grudnia 2004 r.