Chesterton o ... Heraldyce

by G. K. Chesterton
Fragment eseju "A Defence of Heraldry" ze zbioru "The Defendant", 1901.

Tłumaczenie: Jaga Rydzewska


Heraldyka (..) pochodzi z czasów, kiedy pismo obrazkowe wciąż rządziło światem. (...) Znaki piktograficzne mają nad alfabetem kilka przewag. Jedna z nich polega na tym, że rysunek może sporo sugerować, niczego nie nazywając ani nie definiując. Jest taka droga od oka do serca, która nie wiedzie przez intelekt. (...)

Cała duma i energia heraldyki, wszystkie jej wzniosłe symbole i soczyste barwy powinny należeć nie tylko do arystokratów, lecz do całej w ogóle ludzkości. Sprzedawcy papierosów powinni mieć własne godło, a producenci serów - zawołanie bojowe. Sklepikarz Higgins, sprzedający margarynę jako masło, powinien czuć, że bruka stary rodowy herb Higginsów. Lecz demokraci popełnili przerażający błąd - błąd, który legł u źródeł choroby, zwanej nowoczesnością. Umniejszyli dawną wspaniałość, zamiast ją rozszerzyć. Nie powiedzieli zwykłemu obywatelowi: "Jesteś równie dobry jak książę Norfolk". Użyli nędznego demokratycznego sloganu: "Książę Norfolk nie jest wcale lepszy niż ty".

Nikt nie zaprzeczy, że świat utracił coś definitywnie i nader niefortunnie na progu XIX stulecia. Aż do tej pory chłopi i mieszczanie nikli i karleli, zaćmiewani przez arystokratów; wielka masa ludzi była uważana za prymitywną i pospolitą w porównaniu z wysoko urodzonymi i wyniesionymi przez los. Jednak wraz z epoką wiktoriańską zapanowała opinia, że zwykli ludzie są prymitywni i pospolici nie w porówaniu z kimkolwiek, lecz sami w sobie. (...) Słowa śmiałe i heroiczne brzmią od tamtej pory jak afektowany patos. (...) Piękno stało się dziwactwem. (...) Godność jest uważana za rodzaj głupoty. (...) A skutek wygląda tak, że nie da się dziś zaproponować, by ludzie nosili wyszukane ozdoby i symbole swej godności, bo nikt nie weźmie tego serio. Ludzie śmieją się na myśl, że mogliby nosić herby i tarcze. Powinni raczej śmiać się z własnych butów i krawatów. (...)

Istniała podczas Rewolucji Francuskiej pewna grupa dziwaków. Wszyscy z nich kpili, bo na dobrą sprawę trudno było z nich nie kpić. (...) Czcili oni Boginię Rozumu, choć (...) było to bóstwo najmniej dla nich łaskawe. Lecz ci maniacy, od których wszyscy się odżegnywali, i wtedy i dziś, rozumieli przynajmniej wielką prawdę, i wtedy i dziś nieznaną. (...) Rozumieli, że prawdziwa demokracja musi posiadać heraldykę, że musi mieć dumne i barwne herby, stroje i proporce, bo inaczej zapomni o swym powołaniu. (...) Toteż jeśli kiedyś naprawdę uwierzymy w demokrację, rozkwitnie ona, jak dawniej szlachta, feerią symbolicznych kształtów i barw.


Tekst przedrukowany z "Naszego Dziennika" za wiedzą i zgodą redakcji.

"Nasz Dziennik", piątek, 14 listopada 2003 r.


Strona główna | Chesterton o...