by G. K. Chesterton
Fragment eseju z cyklu Our Notebook, który ukazał się w The Illustrated London News 21.10 1905 (data wydania w USA)
Tłumaczenie: Jaga Rydzewska
W sferze społecznej istnieje pewna reguła, niezmienna i nie znająca wyjątków. Otóż, ilekroć człowiek próbuje wykorzenić jakieś zjawisko, niezawodnie ulegnie ono nasileniu.
Nowoczesne miasta (...) są projektowane ściśle i dokładnie w tym celu, by wszystko w nich było sensowne i świeckie. Nie ulega zatem wątpliwości, że już niebawem zaczną się w nich tlić płomienie najbardziej nonsensownych wierzeń. W innych, szczęśliwszych krainach ludzie będą traktować religię jak rzecz najzwyklejszą pod słońcem, uchylając kapelusza wobec Niebios jakby pozdrawiali starego znajomego. Ale w Clapton ulice będą zawsze proste, słowa racjonalne, a tajemnice - ignorowane. Toteż prędzej czy później pojawi się w Clapton człowiek krzyczący w jasnym świetle dnia, że to on jest Bogiem, że sam stworzył gwiazdy i że jawnogrzeszenie prowadzi do świętości.
Ludzie zostaną nauczeni, że wojna jest większym złem niż kapitulacja, że bunt jest straszniejszy od niewoli, że cios zadany wrogowi to niekulturalny wybryk, a krucjata stanowi dowód prostactwa. Toteż broń odtrąconą przez obywateli przywłaszczą sobie szaleńcy, a ponieważ mężczyźni przestali nosić szpady, zaczną nimi wymachiwać kobiety.
Tak właśnie być musi - bo rzeczy wieczne powstają przeciw przemijającym.
Tekst przedrukowany z
"Naszego Dziennika" za wiedzą i zgodą
redakcji.
"Nasz
Dziennik", piątek, 2 czerwca 2000