Chesterton o ... otwartości

by G. K. Chesterton
Fragment eseju, który ukazał się w "The Illustrated London News" 30.04.1910 (USA)

Tłumaczenie: Jaga Rydzewska


We Francji toczy się od pewnego czasu naprawdę ciekawa dyskusja, tak rzadko spotykana w polityce - dyskusja, czy można bezstronnie oceniać historię. To dobry przykład narodowej cechy francuskiej - wiecznie żywego fundamentalizmu.

(...) Francuzi podnieźli kwestię, czy to, co powszechnie nazywa się kulturą - historia, prawa obywatelskie, literatura i dawne języki - może być nauczane w ten sposób, by nie naświetlać przedmiotu z punktu widzenia jakiegokolwiek światopoglądu. Cała dyskusja zaczęła się od uprzedzenia wobec religii, zawartego podobno w państwowych podręcznikach, po czym rozszerzyła się na inne pola, przechodząc w zawzięty spór na temat uprzedzeń wobec nacjonalizmu, cywilizacji rycerskiej i cnót wojennych. (...)

To oczywiście prawda, że przeciwnicy religii, pisząc na dowolny temat, mogą okazywać niechęć wobec religijnego czy romantycznego punktu widzenia. Co do mnie, myślę, że nie tylko mogą, ale bez wątpienia to robią. Nie żeby robili to specjalnie albo podstępnie. Tacy z nich bigoci, że robią to całkiem nieświadomie. Najbardziej ciasny umysłowo jest człowiek święcie przekonany, że ma szerokie horyzonty. Takie niezłomne przeświadczenie o własnej tolerancji jest samo w sobie formą intelektualnego ograniczenia, bo świadczy, że ktoś ma bardzo wąską i zamkniętą definicję otwartości.


Tekst przedrukowany z "Naszego Dziennika" za wiedzą i zgodą redakcji.

"Nasz Dziennik", piątek, 31 marca 2006 r.


Strona główna | Chesterton o...