by G. K. Chesterton
Fragment eseju, który ukazał się w The Illustrated London News 4.12.1920 r.
Tłumaczenie: Jaga Rydzewska
Załóżmy, że jakiś człowiek bardzo serio oznajmi, że w naszych oświeconych czasach trzeba pozwolić każdemu, kto zechce, na wyznawanie dowolnej religii. I załóżmy, że inny człowiek w odpowiedzi opisze pewną formę kultu religijnego, jaką napotkał w swych podróżach, polegającą na rzucaniu niemowląt na pożarcie świętemu krokodylowi. (...)
Człowiek, który mówi, że każdy powinien mieć prawo do wyznawania dowolnej religii, tak naprawdę ma na myśli co innego, niż mówi. Ma na myśli to, że w społeczeństwie, uznającym wspólne wartości etyczne w zakresie najważniejszych spraw, każdemu powinno być wolno głosić i wyznawać swój własny pogląd na temat źródeł tych wartości etycznych i mocy, która je sankcjonuje. Póki ktoś się zgadza, że nie wolno rzucać niemowląt w paszczę krokodyla, może to uzasadniać w dowolny sposób. (...) Może nawet twierdzić, że to kwestia estetycznego i hedonistycznego gustu, bo on sam lubi bawić się z dziećmi, a niespecjalnie przepada za zabawą z krokodylami. (...)
Zwolennik wolności religijnej z góry zakłada, że wszyscy posiadamy wspólną etykę, niezależnie od tego, jaką drogą do niej dotarliśmy. Lecz wolność wcale nie oznacza, że trzeba tolerować wszystkie praktyki religijne - bo niektóre mogą być z tą etyką sprzeczne.
Tekst przedrukowany z
"Naszego Dziennika" za wiedzą i zgodą
redakcji.
"Nasz
Dziennik", piątek, 12 maja 2006