by G. K. Chesterton
Fragment eseju "The Plan for a New Universe" ze zbioru "The Uses of Diversity", 1920.
Tłumaczenie: Jaga Rydzewska
Pojawiła się dziś nowa religia - to znaczy nowa pretensja pod adresem dawnej religii. Narodziła się oto nowa koncepcja wszechrzeczy, która, wedle wszelkich rachub, przetrwa jeszcze niejeden długi miesiąc. Koncepcja ta, jak się zdaje, usatysfakcjonowała pana Wellsa (...), a i pan Shaw kilka razy ją sugerował. Zamiast dać człowiekowi więcej Boskiej mocy, ta nowa religia arbitralnie przedstawia Boga równie bezradnego jak człowiek.
Bóg nie jest już ograniczony, jak chciała teologia, przez Swój własny rozum, sprawiedliwość lub pragnienie, aby dać człowiekowi wolność. Bóg jest ograniczony przez nierozsądek, niesprawiedliwość i niemożność osiągnięcia wolności nawet dla siebie samego.
Jeśli wspominam o tym nowym osiągnięciu intelektualnym, to nie po to, aby wyczerpująco omówić jego aspekt teologiczny, aczkolwiek pod pewnym względem jest to, z całym szacunkiem, aspekt pocieszny. W czasach mojego dzieciństwa wolnomyśliciele oskarżali chrześcijaństwo, że wielbi antropomorficznego półboga, który ponoć zastąpił Nieznanego Boga dzikusów, stwórcę świata. Teraz chrześcijaństwo jest oskarżane o coś dokładnie przeciwnego - o to, że jego Bóg jest nieznany i za mało antropomorficzny. Trzydzieści lat temu potrzebna była tylko Pierwsza Osoba Trójcy, a trzydzieści lat później odkryliśmy, że potrzebna jest tylko Druga. Nie wątpię, że ta modnie skrojona filozofia dalej będzie się rozwijać swoją zwykłą drogą. Za kilkadziesiąt lat możemy usłyszeć, że nasi przodkowie mieli całkowitą słuszność, wierząc w archanioła Gabriela, lecz robili niepojęty błąd, wierząc w archanioła Rafaela. Dowiemy się, że serafiny to przesąd, którego fałsz właśnie ujawniono, ale cherubiny to nowe i cenne odkrycie.
Tak jak nie zamierzam się zajmować stroną teologiczną, tak też nie zajmuję się bezpośrednio stroną czysto logiczną. Wydaje mi się w każdym razie oczywiste, że wszystkie uzasadnione zastrzeżenia, jakie budzi koncepcja postępu ludzkości, okazują się absolutnie zabójcze, jeśli je zastosować do postępu boskości. Człowiek może postępować ku Bogu - ale ku czemu postępuje Bóg? I skąd Bóg wie, która z dwóch dróg rozwoju sumienia jest lepsza (na przykład, pełne wyobraźni współczucie, czy pełne wyobraźni okrucieństwo), jeśli nie istnieje jakiś pierwotny wzorzec w Jego własnej naturze? Zamierzam tutaj wyłącznie wskazać, że postęp w odniesieniu do Boga to kompletne nieporozumienie, podobnie jak koncepcja, o której wspomniałem wyżej. Obie te idee mają tę samą słabość, którą od razu w nich wykryje nie tylko każdy poeta, ale nawet każde dziecko. Gdyż jeśli niebiosa nie są piękne - nic nie jest piękne. Jeśli głęboko u korzeni świata nie leży dobro, nie zastąpimy go, czyniąc dobro na powierzchni. Możemy słusznie czynić dobro z innych powodów, ale już nie z tego powodu, że dobro stanowi podstawę naszej wiary.
Materializm głosi, że kosmos jest bezmyślny, a wiara - że jest rządzony przez Najwyższą Myśl. Ani materializm, ani wiara nie znajdą nic dla siebie w tej nowej postępowej religii, która radośnie oznajmia, że kosmos jest półgłówkiem.
Tekst przedrukowany z
"Naszego Dziennika" za wiedzą i zgodą
redakcji.
"Nasz Dziennik",
piątek, 27 czerwca 2008 r.