by G. K. Chesterton
Fragment eseju, który ukazał się w "The Illustrated London News" 7.12.1907 (USA).
Tłumaczenie: Jaga Rydzewska
Głęboka nieufność, jaką ludzkość, generalnie biorąc, żywi wobec nauki, ma konkretną przyczynę. (...) Otóż, nauka roztacza taką aurę, jakby zawsze chciała robić ludziom przysługi bez ich wiedzy lub wbrew ich woli. Nauka czyni dobro z wielką wzgardą - a to gorzej, niż gdyby czyniła zło. (...) Człowiek nigdy nie wybaczy dobrego uczynku, wyrządzonego mu w sposób łaskawy i protekcjonalny. Ludzkość jest cierpliwa wobec zła, lecz drażni ją złe praktykowanie dobra. Jeśli ktoś uderzy cię w policzek, nadstaw mu drugi - lecz jeśli poklepie cię po główce, daj mu w zęby. (...)
Nauka niesie ludziom pomoc bez cienia współczucia. A gdy okazuje litość, nie okazuje sympatii. (...) Naukowe pomysły na ulepszenie ludzkości mają zawsze tę wadę, że są realizowane za ludzkimi plecami. (...)
Całe dzisiejsze mówienie o warunkach i środowisku społecznym oznacza tak naprawdę, że starczy zmienić warunki, a człowiek stanie się dobry niejako mimochodem, nawet tego nie zauważając. Może i można stać się dobrym i nawet tego nie zauważyć, ale z pewnością nie można przestać być złym i nawet tego nie zauważyć. A porzucenie zła to właśnie zadanie, które stoi przed większością z nas. (...)
Ludzkie masy instynktownie boją się nauki z powodu jej straszliwego, wyniosłego politowania dla ludzkości. Naukowcy powinni się ograniczyć do ulżenia naszym życiowym ciężarom - i to by wystarczyło, a wszyscy byliby zadowoleni. Ludzkość jednak czuje lęk, kiedy nauka zaczyna negować istnienie zła i grzechu. Tego bowiem z pewnością nie wolno negować.
Tekst przedrukowany z
"Naszego Dziennika" za wiedzą i zgodą
redakcji.
"Nasz Dziennik",
piątek, 5 listopada 2004 r.