Chesterton o... urokach korespondencji

by G. K. Chesterton

Fragment eseju z cyklu Our Notebook, który ukazał się w The Illustrated London News 14 września 1907 r. (data wydania w USA)

Tłumaczenie: Jaga Rydzewska


Podobnie jak większość dziennikarzy, którzy podpisują się pod artykułami, otrzymuję bardzo dużo listów od nieznanych mi osób. Wcale na to nie narzekam; listy na ogół bywają interesujące. (...) Najciekawsze są chyba te z obelgami. Pewna pani napisała, że ukradłem wszystkie moje poglądy od pewnego profesora z Chicago (...). Inna pani napisała, w tonie szczerej życzliwości i nawet sympatii, ostrzegając mnie, że muszę być opętany przez diabła. Niektórzy korespondenci sądzą, że jestem właścicielem wszystkich gazet, dla których pisuję; widocznie w żaden inny sposób nie umieją sobie wyjaśnić, że moje artykuły są przyjmowane do druku. Piszą więc do mnie z wielkim gniewem, bo nie zapewniłem im w tych gazetach posady maszynistki, gońca czy akwizytora ogłoszeń. (...) Część tych gniewnych listów jest jednak owiana niezgłębioną tajemnicą. Miałem kiedyś korespondenta, który zwykł mi przysyłać cięte, jednozdaniowe komentarze, nabazgrane na środku strony, takie jak: (...) "Czy raczy pan pamiętać o wojnach punickich?" lub: "A mimo to, dawni Brytyjczycy używali łubinu". Był z niego istny skarb; niestety, wyjechał do Ameryki.

Otrzymałem akurat najbardziej zagadkową z owych zagadkowych korespondencji. Nie mam zielonego pojęcia, co nadawca miał na myśli, podejrzewam jednak, że było to coś wyjątkowo zjadliwego. Przesyłka składa się z czterech stron ze zdjęciami, wyciętymi z "The Illustrated London News". Żadne z nich nie ma związku ani ze mną, ani z tematami, które kiedykolwiek na tych łamach poruszałem. (...) Największe zdjęcie przedstawia "Wyjątkowo rzadkie zwierzę: Okapi w naturalnym otoczeniu". Zastanawiam się, na czym polega tu szyderstwo? (...) Pod spodem widnieje informacja: "Wodopój okapi został sfotografowany przez majora Powella-Cottona". A może w tym właśnie tkwi żądło? Czyżby ów niedościgły mistrz ironii chciał dać do zrozumienia, że nawet energiczny i wszędobylski major Powell-Cotton załamałby się i opadł z sił, gdyby przyszło mu fotografować wszystkie miejsca, gdzie ja sobie popijam? (...)

Obawiam się, że nadawca tych zdjęć popełnił błąd, typowy dla wielu wyrafinowanych intelektów. Przecenił inteligencję przeciwnika. Poddaję się - nie dorównuję mu bodaj na tyle, by poczuć zadany przezeń cios. Pełzam tak niziutko, że jego lotne strzały przelatują nade mną (...) i pozostaję zarazem nietknięty i nieświadomy.


Tekst przedrukowany z "Naszego Dziennika" za wiedzą i zgodą redakcji.

"Nasz Dziennik", piątek, 1.03.2002 r.


Strona główna | Chesterton o...