Chesterton o... wegetariańskim indyku

by G. K. Chesterton
Fragment eseju The Meaning ot Mock Turkey ze zbioru Fancies versus Fads, 1923.

Tłumaczenie: Jaga Rydzewska


Mam przed sobą broszurę, która podaje szczegółowe przepisy kulinarne na wegetariańskiego indyka, wegetariańskie kotlety i w pełni higieniczny jarski pasztet. Nigdy nie udało mi się pojąć, dlaczego życie zgodne z naturą ma polegać na spożywaniu posiłków tak zakłamanych, omalże konspiracyjnych, jak imitacja indyka. Niezupełnie też rozumiem, jak imitacja indyka ma się do wegetariańskiego ideału. Ktoś, kto uważa jedzenie mięsa za zwykły kanibalizm, nie powinien przecież przyrządzać warzyw na podobieństwo martwego zwierzęcia. To zupełnie jakby nawrócony kanibal z Wysp Sandwich układał sobie kawałki pieczeni na podobieństwo misjonarza. Misjonarze z pewnością spoglądaliby na zachowanie swej nowej owieczki z uczuciem bliższym raczej niepokoju niż aprobaty. (...)

Autorzy tej broszury mają usta pełne etyki i filozofii. Poświęcają całe stronice powszechnemu braterstwu, szczęściu i uzdrawianiu. (...) Rozdział pod tytułem "Jak myśleć" zawiera dwadzieścia cztery wskazówki, z których początkowe brzmią następująco: "Opróżnij umysł", "Myśl o tym, co najlepsze", "Doceniaj", "Analizuj", "Przygotuj się fizycznie", "Przygotuj się psychicznie" - i tak dalej. Spotykałem już zaangażowanych studentów tej szkoły, którzy, jak się zdaje, rozpoczęli kurs, lecz nie posunęli się poza wypełnienie pierwszej z powyższych wskazówek. W każdym razie, rzucało się w oczy, że zdołali już przeprowadzić procedurę opróżniania umysłu, nic jednak nie wskazywało, by zaczęli rozmyślać o tym, co najlepsze, bądź by próbowali kiedykolwiek coś analizować czy doceniać. Przyznam jednak bez oporu, że byli również tacy, którzy naprawdę przemyśleli pewne sprawy, choć osobiście nie nazwałbym tych spraw najlepszymi. Ich poglądy tworzą pewien system, któremu warto poświęcić uwagę.

Jako że udało mi się docenić, przejdę teraz do analizy. Spróbuję odkryć, gdzie naprawdę leży różnica między nami i dlaczego ich idealny wegetarianin tak bardzo różni się od mojego idealnego chrześcijanina. (...) Cały antagonizm wyrasta, moim zdaniem, z jednego głębokiego przekonania, skrytego w umysłach tych ludzi: oni wierzą, że ciało należy traktować bardzo serio. Ciało jest dla nich rodzajem pogańskiego boga (...), jeśli nie stwórcą duszy w niebie, to przynajmniej w praktyce producentem duszy na ziemi. Ich ascetyzm opiera się na materialiźmie. Wegetarianie chcą, byśmy jedli świeże owoce i pili czystą wodę po to, by nasze umysły były świeże i nasze życie czyste. Ciało, ich zdaniem, to coś w rodzaju magicznej fabryki, przerabiającej warzywa na cnoty. I w ten oto sposób trawienie zyskuje pierwszy atrybut bóstwa: staje się praprzyczyną.

(...) Rozumiem, że rytuały muszą otaczać każdego boga na ołtarzu, ja jednak nie kłaniam się przed tym ołtarzem, ani nie wierzę w tego boga. Wcale nie uważam, że ciało należy traktować serio. Myślę, że dużo zdrowiej i bezpieczniej jest traktować je z przymrużeniem oka, a nawet szorstko i z góry. (...) Ciało ma swoją wartość, swoje prawa i swoje miejsce pod słońcem, nie jest jednak naszym królem - już raczej dworskim błaznem.


Tekst przedrukowany z "Naszego Dziennika" za wiedzą i zgodą redakcji.

"Nasz Dziennik", piątek, 11 września 1998 r.


Strona główna | Chesterton o...