by G. K. Chesterton
Fragment eseju
"Four Stupidities", który ukazał się
w "The Uses of Diversity" w 1920 roku.
Tłumaczenie: Jaga Rydzewska
Ujrzałem właśnie notkę w gazecie, (...) zapuszczającą się całkiem głęboko w ów głąb bezmyślności, który zowie się umysłem nowoczesnym. Notka informuje, że wywierane są naciski na rząd amerykański, by podczas chrztu wodowanych statków rozbijać butelkę wody zamiast butelki szampana.
Nie jest łatwo rozprawić się z tak smakowitą głupotą. Ma ona gdzieś ze cztery warstwy grubości, przy czym każda następna głupota przykrywa poprzednią, tak że czytelnik z trudem tylko może wyróżnić więcej niż jeden dowcip naraz. Pomysł, by je oddzielić i starannie wypreparować, ma swój niewątpliwy urok.
Pierwsza głupota. Zauważcie koncepcję, że w samej butelce napoju odurzającego tkwi immanentne i nadnaturalne zło. Czysty, niewinny abstynent wzdraga się tknąć ją palcem nawet wówczas, gdy napój nie może nikogo odurzyć. (...) Zupełnie nie rozumiem, jakim prawem tacy ludzie wyśmiewają się z lęku dzikusa przed fetyszem albo z szacunku, jaki wieśniak żywi dla relikwii. Z całą pewnością może istnieć woda święcona, skoro istnieje woda przeklęta.
Druga głupota. Spójrzcie na ten chaos pojęciowy, z którego wynika, że niegodziwością jest nie tylko posiadanie wina (choćbyśmy wcale nie zamierzali go pić), ale nawet samo zniszczenie wina. (...) Jeśli butelka szampana rozbija się o burtę statku, można by sądzić, że najbardziej logiczny zwolennik prohibicji będzie po prostu rad, że jest o jedną butelkę szampana mniej na świecie. (...) Oto nowa barbarzyńska fantazja: istnieją roślinne napoje do tego stopnia demoniczne, że grzeszymy nie tylko kiedy je pijemy, ale nawet kiedy robimy co w naszej mocy, by nikt ich nigdy nie wypił.
Trzecia głupota. Zważcie na tępotę umysłową takich ludzi: trzymają się kurczowo samej tylko formy, nie tylko nie wiedząc, ale nawet się nie zastanawiając - po pierwsze, czy warto jej przestrzegać, po drugie, czy oni sami jej przestrzegają. (...)
Czwarta głupota. Pomijając już ogólne stępienie intelektu, widać w tym szczególną niewrażliwość na ludzkie uczucie, z którego wyrastają podobne rytuały. (...) Jest to uczucie, że coś poświęcamy. Możemy poświęcać cokolwiek - wino, jak w przypadku okrętu; złoto, jak w przypadku pierścienia, który doża wenecki wrzucał między fale; wołu czy owcę, jak pośród starożytnych pogan; zaś przy specjalnej okazji, gdy plemiona dzikie lub cywilizowane wpadają w satanistyczną panikę, również człowieka. Musi to być jednak coś cennego. (...) Wszystko zależy od wartości ofiary; zaś ci ludzie ewidentnie nic z tego nie pojmują, kiedy napełniają butelkę wodą.
Tekst przedrukowany z
"Naszego Dziennika" za wiedzą i zgodą
redakcji.
"Nasz Dziennik",
piątek, 13 kwietnia 2007 r.