by
G. K. Chesterton
Fragment felietonu The
Innocence of Beaverbrook, który ukazał się w
tygodniku G.K's Weekly 2.10.1926 r.
Tłumaczenie: Jaga Rydzewska
Nie sposób było odczuć lekkiego rozbawienia, gdy dziwnym przypadkiem gazeta "Evening Standard" Ogłosoła triumfalnie, że rozrasta się do coraz większej objętości, akurat wówczas, kiedy nasze niewielkie pismo (tygodnik "G.K.'s Weekly" - przyp. tłum.) stanęło przed groźbą, że skurczy się, a może i zniknie.
Rzecz jest tym zabawniejsza, że "Evening Standard" z całą niewinnością szczyci się, iż drukuje coraz więcej płatnych ogłoszeń, dzięki czemu może zwiększać ilość stron przeznaczonych na informacje. (...) Z dumą, wręcz z arogancją oznajmia, że wielki napływ reklam pozwolił na rozwój dziennikarstwa; podobnie jak w odwrotnym przypadku, który my mamy zaszczyt reprezentować, niedobór reklam oznaczał zdławienie dziennikarstwa. Nigdy chyba nie przyszło do głowy dziennikarzowi "Evening Standard", ani nikomu innemu, że tkwi w tej sytuacji jakiś element humorystyczny, nie mówiąc już o poniżającym. Nie uderza ich, że coś jest nie tak, że społeczeństwem, w którym człowiek oświadcza: "Mógłbym opublikować artykuł, dzięki któremu unikniemy głodu, ale tylko jeśli uda mi się nakłonić pana Hugga, by mi zapłacił za wydrukowanie, że HENNA firmy HUGG barwi HIPNOTYZUJĄCO". Ktoś, kto chciałby ostrzec o planach inwazji na Anglię, nie zdoła tego uczynić, jeśli kto inny nie zapłaci mu, by obok artykułu o inwazji zamieścił reklamę Purpurowej Pigułki - i wszyscy uważają to za normalne. Nikt jakoś nie dostrzega oczywistego faktu, że taki system oznacza cedzenie publicznych informacji przez sito prywatnych interesów.
Nie mamy za złe "Evening Standard", że przyjmuje ogłoszenia i zwiększa objętość. Jest jednak zdumiewające, że choćby nawet cała gazeta rozrosła się i do 100 tys. stron, na żadnej z nich nie znajdziemy pytania o ten przedziwny stan rzeczy.
Tekst przedrukowany z
"Naszego Dziennika" za wiedzą i zgodą
redakcji.
"Nasz
Dziennik", piątek, 12 marca 1999