Chesterton o ... życiu kulturalnym wolnych najmitów

by G. K. Chesterton
Fragment eseju "The Typist and the Traveller's Tales", który ukazał się w tygodniku "The New Witness" 23.03.1923.

Tłumaczenie: Jaga Rydzewska


Pan St. John Ervine niedawno zaszczycił mnie paroma krytycznymi uwagami (...) ja zaś pozwolę sobie replikować na jego replikę. Otóż, wyraziłem opinię, że pod pewnymi względami dawne porządki były lepsze od obecnych, zaś dawna domowa pozycja kobiety - lepsza od jej nowej pozycji zawodowej. (...) Pan Ervine w odpowiedzi zauważył, że gospodyni domowa pracuje tak ciężko, że nie ma już siły zastanawiać się nad kwestiami nie związanymi z jej rodziną, podczas gdy sekretarka ma więcej czasu, by "myśleć o innych sprawach".

I tutaj właśnie tkwi błąd. (...) Zacznijmy od tego, że najemni pracownicy wielkiego przemysłu mają w ogóle mało wolnego czasu, czy to na myślenie, czy na cokolwiek. Cywilizacja przemysłowa zaczęła się od najmowania dzieci do pracy na piętnaście, szesnaście godzin na dobę. (...) Mocno wątpię, czy mała dziewczynka, która wlokła urobek w kopalni, pełzając na czworakach przez szyb, miała czas, by "myśleć o innych sprawach" i napawać się dorobkiem wysokiej kultury. Industrializm, oczywiście, zmienił się od tamtej pory; ten wielki, postępowy ruch nowoczesności okazał się tak potworny, że po prostu trzeba go było zmienić. Wciąż jednak widać go wszędzie, bo wszędzie odcisnął piętno; toteż pan Ervine (...) nadal może znaleźć sporo robotnic, pracujących w fabrykach za głodowe pensje bez zauważalnych postępów w ich życiu kulturalnym. Zaś jadąc metrem, widzimy wiele sekretarek, które mają wprawdzie wolny czas na myślenie, ale są już na to zbyt zmęczone. (...) Tymczasem niezależnie od tego, jak ciężko pracuje gospodyni domowa, to ona sama wyznacza sobie pracę i decyduje, kiedy ma odpocząć, podczas gdy dziewczyna pracująca poza domem musi się dostosowywać do schematów wymyślonych kiedyś przez mężczyzn, i kompletnie nie nadających się dla kobiet. (...)

W pewnym sensie pan Ervine ma rację. Sekretarka rzeczywiście ma czas, by myśleć o innych sprawach. Może rozmyślać nie tylko o bohaterach ostatnio czytanego romansu (...) lub o postaci granej przez znanego aktora, lecz także o innych postaciach, równie prawdziwych i trwałych, przewijających się przez łamy gazet i mitingi polityczne. (...) Ale to nie są "inne sprawy". To w ogóle nie są sprawy. Tego nie ma; to właściwie nie istnieje, nawet jako przedmiot dla rozmyślań. (...) Premier Anglii nie jest takim człowiekiem, jakim przedstawia go prasa, tak samo jak popularny aktor nie jest człowiekiem, o jakim mówi film. (...) Całkiem możliwe, że w gazetach, generalnie biorąc, jest mniej rzeczywistości niż w romansach. (...) Co do mnie, często czytam romanse, a i gazety czytuję od czasu do czasu (...) - w tych szalonych chwilach, kiedy chcę uciec jak najdalej od rzeczywistego świata.


Tekst przedrukowany z "Naszego Dziennika" za wiedzą i zgodą redakcji.

"Nasz Dziennik", piątek, 19 listopada 2004 r.


Strona główna | Chesterton o...